Dziś mój ostatni dzień sesji terapeutycznych w tym roku. Sprzątnęłam nagromadzone papiery, podlałam kwiaty, i pożegnałam nasz zaciszny gabinecik na kilkanaście letnich tygodni. Od kilku lat zamykam gabinet w połowie czerwca i otwieram we wrześniu. Stało się to już tradycją, pewną klamrą zamykającą i otwierającą rok. Czuję się więc dziś jak tuż tuż przed zakończeniem roku szkolnego i rozdaniem świadectw. Podekscytowanie, radość, duma z kolejnego roku, lekki żal nad tym co niedopracowane, no i przedsmak cudownej wolności lata... Najpierw warsztaty letnie, które uwielbiam szczerze – siedzenie przy ogniu, dużo przestrzeni na głęboką pracę i transformację i jednocześnie czas na zwykłe pobycie. Nowe osoby na warsztacie otwartym w sierpniu (miejsc już brak, zapisy zamknięte). No i – wakacje! Osobista przestrzeń moja, najbliższych, rodziny, przyjaciół. Dystans do pracy i Warszawy. Zapachy, smaki, woda, las i mnóstwo czasu....
To już za chwilę!
A na zdjęciu wspomnienie z wakacji sprzed dwóch lat...

0 komentarze:
Prześlij komentarz