poniedziałek, 21 grudnia 2009

Girls rock!


Byłam dziś na projekcji filmu „Girls rock!” w Muranowie, w ramach DKF.
W filmie, który jest reportażem z autentycznego wyjazdu, 80 dziewczynek rozmaitości wszelkiej – wieku, wyglądu, doświadczeń, temperamentu spotkało się na obozie rockowym, po to by wywrzeszczeć, wyszaleć, wyśpiewać, wybębnić i wygrać to, co w duszy im gra. Ponadczasowa siła muzyki, pierwotna, cielesna, z głębi gardeł i brzuchów łączy i wyzwala. Dziewczyny (w wieku 8 – 18 lat) wraz z kadrą wolontariuszek spotykają się na 7 dni, łączą w zespoły, tworzą piosenkę i muzykę, kłócą się, a i owszem, jak najbardziej, wszak temperamentu im nie brak. Po siedmiu dniach wychodzą na scenę – i zamieniają się w dzikie rockerki. Protest songi i zabawne piosenki, wrzask, i delikatny sopran płyną z ich otwartych gardeł. I znana niejednej z nas kobieca wspólnota, która tworzy się na naszych oczach, która łączy, wspiera, wyzwala, choć czasem niemiłosiernie wkurza.

Coś w duszy wyrywa mi się do tego by samej zaśpiewać, wykrzyczeć, zrobić muzykę. Ale zaraz też coś się zatrzymuje. Nie umiem przecież… I zastanawiam się jak wiele z nas w tym miejscu się zatrzymuje? Raczej na co dzień utożsamiam się z bardziej wyzwoloną osobą, która podąża za sobą, realizuje swoje zamierzenia, tworzy w życiu to, czego pragnie. Nie skupiam się na ograniczeniach. Ale gdy słyszę przytaczane w filmie znane mi skądinąd doskonale fakty – to tak jakbym słyszała je na nowo – dziewczynki pytane o to, co najbardziej w sobie lubą wymieniają jakąś część ciała, gdy chłopcy – jakiś swój talent. Największym marzeniem dziewczynki jest – schudnąć, a trend ten znajdujemy już u ośmiolatek. Dziewczynki doświadczają stresu, nerwic, odrzucenia przez rówieśników, wymiotują, boją się iść do szkoły. Przemysł odzieżowy zarabia rocznie miliony dolarów na nastolatkach. Opresja, doświadczana na co dzień przestaje być zauważana. Staje się czymś oczywistym. I nagle zmienia się w depresje, problemy z jedzeniem, sile symptomy fizyczne. Znam kobiety, które doświadczają takiej głębi nieakceptacji siebie, takiej głęboko uwewnętrznionej nienawiści do siebie, swojej kobiecości, swojego ciała, że zamienia się to w myśli samobójcze. Zewnętrzna opresja, która krępuje nasze gardła i głosy. A wraz z nimi – nasze brzuchy i seksualność. W różnych systemach energetycznych u kobiet zaznaczone jest bardzo silne połączenie między czakrą gardła a drugą czakrą, w okolicy waginy. Nie bez powody więc wykrzyczenie to wyzwolenie. A wszystko zaczyna się, gdy mamy kilkanaście lat.

Gdy widzę te dziewczynki, słucham ich dramatów, przypomina mi się moje własne dorastanie – cała ta niepewność, wstyd. Jak bardzo chciałabym aby ktoś wtedy z całą mocą i bez wątpliwości powiedział mi – nie wstydź się! Wyjdź na scenę, w świetle jupiterów, zajmij czas i przestrzeń, wyraź cokolwiek Ci w duszy gra. Jest to piękne, właściwe, wspaniałe. A cały świat na to czeka z otwartymi ramionami. Kto wie jaki obraz bym stworzyła, jaką pieśń zaśpiewała? Ile takich nie zaśpiewanych piosenek czeka w zakamarkach naszych serc? Jak wielkie dzieła nie powstały, zatrzymały się tam, gdzie już nikt ich nie zobaczy? Mimo, że pracuję z kobietami od lat, prowadzę dziesiątki warsztatów, szkoleń, spotkań, terapii i widzę jak na moich oczach kobiety zmieniają się i wyzwalają, to wydaje mi się, że tak naprawdę nie wiem czym byłoby życie bez tej opresji. Żadna z nas tego nie wie. Czasem tylko ogarnia mnie przeczucie, że mogłoby to być czymś niewyobrażalnym, że jest to wielka siła, olbrzymia moc odzyskanego ciała i głosu. Taki obóz to jak kawałek odzyskanego świata.

Nie mam wątpliwości, że to się dzieje – odzyskujemy go. Powoli i nieodwołalnie.
Może następnym razem zaśpiewam, gdy będę chciała. Może moja pacjentka obudzi się, i uzna, że trochę już może pokochać siebie. A kolejna dziewczynka usłyszy, że świat ją woła. I że nie musi już przepraszać. I wolno jej krzyczeć.
Are you ready to rock?

Agnieszka Kramm

0 komentarze:

Prześlij komentarz